wstęp historia karta dań galeria kontakt

"...w 1990 r., z początkiem transformacji, kiedy górnikom odebrano sprytnie wykreowane przez komunistyczną propagandę uprzywilejowane miejsce w hierarchii społecznej. Strąceni z piedestału stali się zwykłymi robotnikami, jak hutnicy czy metalowcy. W połowie lat 90., gdy zaczęły się pierwsze zwolnienia, spiżowy mur zaczął walić się w gruzy.
   Krystian Myszka twierdzi, że zwolnienie z pracy pod ziemią w 1996 r. było dla niego tąpnięciem w życiorysie, jakiego nie doświadczył podczas 15 lat pracy w kopalni. Wyjście na powierzchnię budziło lęk i rozpacz. - Świat wydawał się groźny i nieprzyjazny - mówi Myszka. Za pieniądze z odprawy kupił mały bar na przedmieściu Mysłowic. Choć zapewniał on utrzymanie rodzinie (żonie i ośmioletniej córce), nie dawał takiego prestiżu jak praca pod ziemią.
   - Przy piwie to koledzy z kopalni nadawali ton dyskusji, ja raczej słuchałem - mówi.
   Marzył o własnej restauracji. Gotowanie, obok górnictwa, było jego pasją. Jako chłopak na osiedlu mysłowickich familoków sprzedawał makaron własnej roboty. Pracując pod ziemią, zasłynął w swojej brygadzie jako organizator imprez, podczas których podawał przyrządzoną przez siebie golonkę. Po dwóch latach pracy w barze postanowił kurczowo uczepić się swojej pasji i marzenia z dzieciństwa wcielić w życie.
   Za oszczędności i niewielki kredyt wynajął od rady miasta pomieszczenia w piwnicach miejskiego ratusza. Nie stać go było na nowe meble i sprzęty kuchenne, więc przez pół roku jeździł po okolicznych wsiach i odkupywał za grosze od gospodarzy stoły, sztućce, stare zdjęcia i niepotrzebne rupiecie. Od sąsiada dostał ręcznie tkane firanki na okna. Lokal urządził tak, aby przypominał typową, mieszczańską izbę śląską.
   Właśnie takiej restauracji szukali dwa lata temu organizatorzy wizyty prymasa Józefa Glempa w Mysłowicach. Po odprawieniu mszy świętej gość miał zjeść obiad z miejskimi notablami. Organizatorzy zaproponowali Myszce, aby obiad odbył się u niego. Wiedział, że to wielka szansa. - Zrozumiałem, że drugiego takiego prezentu od losu już nie dostanę. Dzięki tej wizycie mogłem wypłynąć na szerokie wody. Wszystko musiało być więc dopracowane w najdrobniejszych szczegółach - mówi Myszka.
   Najpierw uzgodnił z organizatorami jadłospis. Przez tydzień wybierał spośród dostawców tych, którzy zapewnią mu najświeższe produkty (wołowina miała pochodzić od najwyżej półtorarocznego byka, a zwierzę musiało być ubite kilka godzin przed uroczystością), przez miesiąc zabiegał o wypożyczenie dla prymasa tronu, na którym papież odprawiał mszę w Sosnowcu.
Wizyta prymasa była dla Myszki wielkim świętem. Gość przywitał się ze świeżo upieczonym restauratorem w progach lokalu, pochwalił wnętrze. Siedząc na papieskim tronie i głośno chwaląc potrawy, ze smakiem zjadł rosół z nudlami, roladę wołową i kluski śląskie z czerwoną kapustą. Podczas wizyty fotograf dyskretnie robił prymasowi zdjęcia. Dziś zdobią one ściany restauracji, która stała się najlepszym adresem w mieście. Odwiedzają ją wszystkie oficjalne i nieoficjalne delegacje wizytujące Mysłowice.
   Byli górnicy po zwolnieniu z pracy nie poddają się łatwo. Lata spędzone pod ziemią nauczyły ich cnót, które teraz przydają się w walce o przetrwanie na powierzchni.
   - Kopalnia to szkoła życia - mówi Krystian Myszka. - Nagradza cnotę, a karci występek. Kto nie ma choćby gotowości poszukiwania cnót w sobie, szybko musi odejść. Towarzyszy mu piętno tchórza, nieudacznika, lenia. Życie jest twarde. By przetrwać pod ziemią, trzeba być opanowanym, odpowiedzialnym, odważnym i mężnym człowiekiem. Potem to wszystko procentuje."

"W drodze do ziemi obiecanej" - Przemysław Puch, Newsweek Polska 51-52/2003

powrót